blog o ciąży

blog o ciąży

czwartek, 27 lutego 2014

POTWORKI!

KOCHANI! 
Oto prototypy mojej pluszowej twórczości. Dwa Potworki już znalazły swoich właścicieli. Jeśli chciałbyś dla siebie, dla dziecka, dla cioci i wujka, dla wnusi, czy wnuczka, dla chrześniaka też to napisz, a me ręce stworzą Potworka dla Ciebie. Wybór na tą chwilę jest ograniczony, ale gwarantuję, że moja wyobraźnia nikogo nie zawiedzie. Największy przystojniak wymaga najwięcej pracy. Mierzy 40 cm i kosztuje 30 zł. Mniejszy Potworek ma 25 cm i kosztuje 20 zł. 
Wybierz kolor Potworka i do dzieła!


wtorek, 25 lutego 2014

Wiosna w lutym!

Tak się właśnie kończy igranie z kalendarzem i złudną temperaturą w lutym! NIE NIE NIE! Wiosna w lutym to ściema!

a przecież w sobotę impreza...
i żeby znowu Tosia nie zarazić...
oby mi się ucho nie zatkało...

GÓWNIANY KATAR!

Także jak się wydostanę spod sterty zasmarkanych chusteczek to będę.

czwartek, 20 lutego 2014

4!


Toś, Toś, TOŚ! 15 lutego wkroczył w miesiąc piąty, kończąc tym samym miesięcy 4! Dzisiaj zaliczyliśmy wcześniej wspominaną przeze mnie wizytę lekarską. Na wstępie Tosiek w liczbach:

waga: 7760 g
długość przy max. wyciągnięciu: 66 cm

Poza tym, poza tym. Toś po wszystko wyciąga swoje łapki. Toś przy karmieniu wkłada łapki do mojej buzi, bez cmokania paluszków no żarcie nie idzie! Toś uwielbia pierdziochy. W pachy pierdziochy, w szyjkę pierdziochy i w udziki też. Zanosi się śmiechem. To już nie są skromne, pokątnie wysyłane uśmiechy. BEKA NA CAŁEGO! Doktorowa powiedziała, żeby z rozszerzaniem diety się wstrzymać no jeszcze z dwa miesiące. Bo Toś i tak bardzo ładnie przybiera na wadze (NO CO TY!), bo po co go przekarmiać (A KTO MÓWI O PRZEKARMIANIU! Chcemy tylko poznawać nowe smaki!) Także no nie wiem czy wytrzymamy przy zakazie dietetycznym. Z resztą w wraz z wpłynięciem na nasze konto przelewu z ZUS'u BLENDER KUPUJĘ! A w ogóle! To od kiedy marchewka tuczy? :P Tyle o diecie i jej rozszerzaniu. Teraz Tosiowe zęby. Coś jest na rzeczy. Jest ich dwa. Dolne. Ostro prześwitują przez dziąsła. WIDZĘ JE! Obstawiamy, że hmm no na dniach wyrżną się siekacze. Także ślina, ślina, ślina! Nawet "zphotoshopowałam" Tosiową koszulkę, no żeby to jakoś wyglądało nasze zdjęcie zapowiadająco-rozpoczynające.
Młody w dalszym ciągu nie może skumać o co chodzi z tym obracaniem. Nie ma spiny, ALE! Chciałbym, a nie mogę. Skręca się na boki, nogi zarzuca. No od czasu do czasu mu się uda, ale mocno przypadkowo, co z reguły mocno Tośka szokuje fakt CO NASTĄPIŁO?

USG bioderek. No kurna temat rzeka. Jeździmy z Małym do szpitala w miejscowości oddalonej od naszej o dobre 25km. Dlaczego? Bo w naszym terminy mają tyły o dobry miesiąc. Wsiadamy z Młodzieżą do naszej rakiety i jesteśmy. Co ujrzały moje oczy? TŁUM. Tłum ludzi i sprzętu dziecięcego. Wózki, foteliki,wózki i jeszcze raz WÓZKI! Jak bum cyk cyk! TŁUM. Gorąco. Dzieciaki się drą, bo gorąco. Jeden przewijak! Brak wieszaka na kurki. Szpital powiatowy HĘ! Nic. Rozebrałam pędem Antka, książeczkę zdrowia wrzuciłam do gabinetu i spiżdżaaaaamy z tej sauny jak nas daleko nogi poniosą. BO ja się pocić nienawidzę! Toś z tego co udało mi się już przyuważyć też za ukropami nie przepada. Emigracja zakończyła się na długim korytarzu zapieprzonym w piachu od kółek wózkowych. "Sorry taki mamy klimat". Nie zastanawiałam się długo. Dupnęłam na podłodze, pod jakąś szafką. Pomiędzy jednym rzędem plastikowych siedzonek, a jakimś kolejnym wózkiem. Kurtka na poręczy, w rękaw upchnęłam kombinezon Antkowy. Toś w foteliku. Dobrze, że zabrałam ze sobą kolorowe kółka, za którymi to Antek przepada. Także, ja dupnięta, Toś zajęty i te oczy wszystkie na mnie zwrócone. No tak irokez na głowie, tarza się w podłogowym syfie, dzieciak wpiernicza jakieś plastikowe kółka. Zwróciliśmy uwagę wszystkich "ułożonych" mam. Nienawidzę tego wzroku, który patrzy na Ciebie i aż krzyczy "MATCE NIE WYPADA". Gówno prawda. Wszystko mi wypada. I właśnie, że będę się z dzieckiem tarzać w piachu, bo tak chcemy, bo lubimy. Lubię się odwalić w sukień, szpilkę, make-up, ale umówmy się! To nie dla mnie. Lubię rozciągnięte spodnie, płaskie buty, sterczące włosy, okulary przeciwsłoneczne. Uuuu niepokojąco oddalam się od tematu. Chodzi o to DROGIE BABCIE, że fakt że mam wygolony łeb nie znaczy, że jestem złą matką. Mam babcię, Toś prababcię. Wiek? 80 lat. Babciunia zawsze, ale to ZAWSZE jak wracam od fryzjera mówi mi, jak to mnie ładnie OBSTRZYGŁA :) Można? można! Także. Biodra w porządku!

Jeszcze chwila o mnie. BABY! Moja blizna po cc jest strasznie... no może nie strasznie, ale jednak czerwona. Niepokojące? Zejdzie? Zrobi się cieliste? a może wiecie czemu?

Kolejny news! Już niebawem Toś zostanie z babcią, w nocy, SAM! Tzn. z babcią, ALE BEZE MNIE! Idziemy na imprezę firmową P. Mama powiedziała, że muszę wyjść do ludzi. Co to znaczy? DZICZEJE? Ohhh nie chcielibyśmy tego, ale fakt. Potrzebuję się wyżyć... TANECZNIE! Na tych szpilkach z czerwonymi ustami. Taki jest zamysł, ale do tego tematu powrócimy już wkrótce. Obsrana jestem ostro. P. zagroził, że zabierze mi telefon. 

Zdjęcie na początek to i zdjęcie na koniec.


sobota, 15 lutego 2014

FOTO FOTO FOTO

Dzisiaj Toś kończy 4 miesiące, ale wybaczcie sił brak. Wyczyny rozwojowe opiszę w przyszłym tygodniu, bo mamy wyjazd na USG bioderek i szczepionka, ważenie, mierzenie. Jednym słowem będzie o czym pisać. A tym czasem- FOTO SOBOTA! Leniwa sobota. W końcu odespałam trochę te ostatnie nieprzespane noce. Ale przed południem udało się nawet zahaczyć o szmatki, teraz P. ciacha warzywa do sałatki (ja mu tylko obrałam). Chłopaki zupełnie przypadkowo ubrali się dzisiaj w takie same bluzki więc to również zostało uwiecznione.









piątek, 14 lutego 2014

Koszmar tejże nocy.

Nie wiem co nastąpiło. Dobrze, że posta piszę już rano, jak trochę ochłonęłam. W innym razie co drugie słowo musiałoby zostać ocenzurowane.  Moje dziecko od trzech nocy budzi się około 1:00, 1:30, dzisiaj np. o 2:00 i nie śpi przez 3h! o 5 gorycz się przelała. Pierwszy raz, ze zmęczenia, z bezsilności, poryczałam się nad łóżeczkiem. Wiem, że to nie jego wina, ale ja PADAM! Nie wiem co mu się poprzestawiało. Nad ranem zaczynało już świtać, albo moje oczy przyzwyczaiły się do ciemności, a on nie śpi. Kładę do łóżeczka, bo już mi ręce mdleją do podłogi, to jest ryk, wrzask totalny! To biorę znowu, przytulam, bo nie chce być wyrodną matką w moim mniemaniu oczywiście. Jedyne co go uspokajało to CYC standardowo, tylko efektem ubocznym cycka jest późniejsze ulewanie... RZYGANIE RACZEJ! Całe prześcieradło było mokre i żółte od ulanego mleka... MAŚLANKI RACZEJ! Podkładam mu tetrę pod głowę, żeby w kałuży nie spał, to historia się powtarza! Zmieniam więc ponownie. NO CHYBA Z 6 PIELUCH mu w nocy pod głową zmieniałam! Problem w tym, że on nie zaśnie na plecach. No tak ma po matce i ojcu, że śpi tylko na brzuchu i tym samym rzyga na potęgę. Komenda: "Antoś połóż główkę"  mam wrażenie, że trafia w kosmos, w przestrzeń nieokreśloną, a może tylko mi się śni już, że komenda idzie. Nie wiem, nie wiem. 


Przed koszmarem tejże nocy, jak wstałam na to niczego niezapowiadające, standardowe karmienie jakby się mogło wydawać, to wpadłam na pomysł, że zrobię Mężowi walentynkę w stylu, tanio, lecz romantycznie :P Maznęłam pomadką koloru KARMAZYNOWY PRZYPŁYW wyznanie miłości na lutrze w przedpokoju. Rano cudem powstali z boju nocnego JA i Toś mały idziemy na śniadanie, a na lutrze ciąg dalszy naszej K+P=WNM :D


No nic wykałaczki w gały i do roboty.

Dorzucam c.d. naszych walentynek. W tym roku wyjątkowo poszaleliśmy :D aaaah i na bogato, NA RÓŻOWO! A CO!



czwartek, 13 lutego 2014

Kiła i mogiła!

Kuchnia tonie w naczyniowym natłoku. W czajniku pustki. A MY NIE MAMY WODY! Nie wiem jakieś prace remontowe, awarie, CZY CO? CZEMU NIE MA WODY! Bez zapowiedzi, nie poinformują człowieka i sru wodę odcinają! A w czym mam naczynia pozmywać? jak zęby umyć? WODY NA KAWĘ TEŻ NIE MAM DO ZAGOTOWANIA! 
Dobrze, że dziecku chociaż dupę można chusteczkami umyć, bo w innym razie KOSMOS!

Wniosek? Mamy XXI wiek! SMARTfony! Tablety! Internet w kibelku! A BEZ WODY ANI RUSZ! 

SYF, KIŁA I MOGIŁA!

          Nowa minka Antoniego!

środa, 12 lutego 2014

KULINARNIE

Dzisiaj MOJE TWOJE NASZE- kulinarnie!
Chciałam Wam przedstawić fajowy, smaczny, szybki, pomysł na obiad.

Bezmięsne kotleciki z kaszy gryczanej. Przepis pochodzi od mojej przyjaciółki. Prościzna totalna. Zaczynajmy zatem.

Składniki: kasza gryczana 1 torebka (ugotowanej of course) styka na 8-10 kotlecików, pół kostki twarogu, dwie garście starkowanego na dużych oczkach żółtego sera, pociachany szczypiorek, jedno surowe jajo w całości,sól, pieprz iiii bułka tarta i teraz ważne: sypiemy tyleee żeby z powstałej masy tych wszystkich składników można było formować kotleciki. Nie może być zbyt zbite, bo kotleciki będą za twarde, ale też nie może być zbyt luźne bo będą rozlatywały się na patelni. Zatem! Formujemy kotleciki obtaczamy jeszcze w bułce tartej w celu stworzenia chrupiącej skorupki i SRU na rozgrzaną z olejem patelnię. I dosłownie po minucie na każdej stronie. Ser się rozpuszcza, cudownie się ciągnie. Ja lubię jeść je same np. dzisiaj z marynowaną cukinią mojej Matuli. Nooo P. bez mięsa to zje, ale wiadomo mięso musi być, dlatego specjalnie dla niego skrzydła kurze już dochodzą w piekarniku.

Jak to bywa zawsze w przepisach na końcu mus jest napisać SMACZNEGO! Zatem! SZAMAJCIE I ROŚNIJCIE ZDROWO! 

Na koniec reklama, która doskonale prezentuje zapewne moją osobowość. Też jak głupia biegłabym za lubym wykrzykując:

Przemek? Przemek! PRZEEEEMEK!

Kocham Cię mężu!